30 sierpnia 2012

Wyspy na Bydgoskim Przedmieściu

Rozmowa z PAWŁEM KOŁACZEM, prezesem Stowarzyszenia Bydgoskie Przedmieście o przyszłości najbardziej kiedyś eleganckiej dzielnicy Torunia.
image
Willa przy ulicy Mickiewicza 20 przez lata była smutną wizytówką upadku Bydgoskiego Przedmieścia. Nowy właściciel ma zamiar przywrócić budynkowi dawną świetność i otworzyć tu m.in. kawiarnię [Fot.: Adam Zakrzewski]
Hotel, a w zasadzie dwa – luksusowy i turystyczny w budynku dawnego komisariatu, oraz m.in. kawiarnia w willi przy Mickiewicza 20. Wesoła nowina?
Świetna! Na Bydgoskie wreszcie przychodzi prywatny kapitał, poza tym być może jest to jakieś odwrócenie dotychczasowego trendu - kiedyś stare budowle przedmieścia się paliły, lub je rozbierano wstawiając nowe plomby, teraz to, co stanowi o wyjątkowości Bydgoskiego, będzie remontowane. Mam nadzieję, że dzięki temu wkrótce pojawią się również inni inwestorzy gotowi pójść tą drogą, a to może zupełnie zmienić jego wizerunek. Zresztą już samo pojawienie się hotelu czy kawiarni spowoduje wiele dobrego, ich właścicielom będzie przecież zależało, aby wokół było czysto, poza tym takie przedsięwzięcia będą za sobą pociągały kolejne, przyjadą turyści, pojawią się więc także usługi. Poza tym, jeśli ktoś zobaczy, że kawiarnia cieszy się dużym zainteresowaniem, być może postanowi otworzyć kolejną, a jeśli jeszcze właściciele tych obiektów zdecydują się zatrudnić ludzi z dzielnicy, dadzą im pracę i pozwolą znów poczuć się dumnymi mieszkańcami Bydgoskiego Przedmieścia.
Właścicielom będzie zależało na tym, by wokół było czysto... Z pewnością, ale przecież na Bydgoskiem powstało już np. wiele bloków, ich zasięg oddziaływania, na ogół kończy się pod tym względem na otaczającym je płocie i bramie.
Bo też grodzone osiedla są klasycznym przykładem na to, jak nie należy prowadzić rewitalizacji zaniedbanych dzielnic. Pokazuje to chociażby przykład Warszawy, ludzie czują się bezpieczni za płotem, na otoczenie poza nim patrzą jednak nieufnie. Trudno się temu dziwić, te twierdze służą ich mieszkańcom w zasadzie głównie do spania, ci ludzie na Bydgoskiem w zasadzie nie bywają. 
Hotelu nie da się ogrodzić, on musi być otwarty, przyciągać turystów. Ci natomiast wreszcie nie będą mieli do dyspozycji tylko jednej interesującej części Torunia, ale dwie. Na dodatek będą mieszkali tuż obok wyremontowanego wraz z mieszkańcami parku, dzięki któremu atrakcyjność Bydgoskiego również bardzo wzrośnie. Szkoda tylko, że te dwa przedsięwzięcia z Mickiewicza i Bydgoskiej są dziełem przypadku. Powinień być konkretny pomysł i plan rozwoju tej dzielnicy, oraz ktoś (lub grupa osób), kto będzie nad tym czuwał. Ktoś, kto mógłby się z oboma inwestorami spotkać, porozmawiać z nimi o tym, jak im pomóc i o tym, jak oni by mogli wesprzeć Bydgoskie.
Jedno Biuro Toruńskiego Centrum Miasta już mamy. Efekty jego działalności jakie są, każdy widzi.
TCM mogłoby działać inaczej, jego problem leży po stronie źle dobranych kompetencji. Bydgoskie potrzebuje konkretnego planu rozwoju i koordynatora - menadżera, a nie polityka. Dziś, jeśli ktoś ma jakiś pomysł na rozwój Bydgoskiego, w zasadzie nie ma się do kogo z nim zwrócić.
Są radni.
Są, ale wydaje mi się że, trudno jest im się przebić z ciekawymi ideami. Poza tym miasto, podobnie jak i zresztą cały kraj, nie ma także dobrego prawa, które pozwoliło nadzorować zachodzące zmiany. Docierają do nas sygnały o tym, że po remoncie ulicy Mickiewicza wzrastają ceny lokali, w Niemczech jest specjalna ustawa, która na terenach objętych rewitalizacją przez jakiś czas tego zabrania.
A czy wzrost cen również nie jest naturalnym zwiastunem zmian?
Ale to przeczy założeniom rewitalizacji. Tu nie chodzi przecież o to, by ludzi wyrzucić z mieszkań, ale o to, by dać im szansę. Jeśli komuś się nie podoba, może się wyprowadzić, jednak nie powinny go do tego zmuszać opłaty. Gdzie zresztą ktoś taki miałby się przenieść, Na Olsztyńską? Razem z nim przecież przeniosą się również problemy. 
Polityka lokalowa również jest trudnym i bardzo poważnym problemem, we Włoszech jednak skutecznym sposobem na jego rozwiązanie okazało się dokwaterowywanie studentów. Jeśli ktoś miał problem z utrzymaniem trzypokojowego mieszkania, jedno pomieszczenie wynajmował studentom, dzięki temu w zaniedbanych dzielnicach szybko zaczęły powstawać kawiarnie, kluby, nowe sklepy, a i sami mieszkańcy na tym skorzystali. 
Dopływ świeżej krwi okazał się zbawienny. Można także stymulować np działania kulturalne. Dlatego też od dawna proponujemy, aby rozpadającą się zabytkową kamienicę przy Bydgoskiej 50 miasto zamieniło np na dom kultury, gdzie będzie można się spotkać, gdzie mogliby dyżurować radni. W ten sposób na Bydgoskiem mogłaby powstać kolejna wyspa nadziei korzystnie wpływająca na otoczenie.

źródło Nowości

11 sierpnia 2012

Prawo do miasta - czyli miejska rewolucja

Od co najmniej dziesięciu lat na świecie trwa gorąca debata na temat generalnej zmiany sposobu urządzania naszych miast. Zwrócenie się ku modelowi miasta obywatelskiego, w którym to mieszkańcy kształtują miejskie polityki, jest określane hasłem: „Prawo do miasta”. 

W marcu 2010 roku w Rio de Janeiro zakończyło się piąte Światowe Forum Miejskie, którego tematem przewodnim było właśnie Prawo do miasta. Manuel Castells i inni socjologowie miasta mówią dziś jednym głosem z działaczami ruchów miejskich: amerykański model  urbanizacji zaprowadził nas w ślepą uliczkę i aby uniknąć katastrofy, trzeba się z niego czym prędzej wycofać. Tymczasem w Polsce, jak zauważa socjolog Kacper Pobłocki, „przyjęto wzór amerykański, m.in. promując transport samochodowy, budowanie ogromnych centrów handlowych lub grodzonych osiedli, jako antidotum na betonowe dziedzictwo PRL-u. Tymczasem [...] amerykański model urbanizacji nie tylko okazał się nieadekwatny do ludzkich potrzeb, ale i ekonomicznie niewydajny”. To bardzo ważne stwierdzenie: o ile problemy społeczne miast są znane, o tyle ich nieefektywność ekonomiczną trzeba dopiero nagłaśniać.

Pruszcz Gdański, Strefa Cukru
www.streafacukru.pl, 2012
Jakie konkretne treści kryją się pod hasłem „Prawo do miasta”? Nie chodzi tylko o upowszechnienie dostępu do mieszkań, zadbanie o środowisko czy przeorganizowanie dojazdów, nie chodzi w ogóle o naprawę modelu amerykańskiego. „Chodzi o to – pisze Pobłocki –  aby przebudową miasta pokierować mądrze, tworząc miasto nie tylko dla zysku, ale i dla mieszkańców”.  A więc jednak – miejska rewolucja!
Dwa ważne zjawiska wspierają dziś tę miejską rewolucję. Pierwsze z nich to światowa fala miejskich ruchów obywatelskich: socjalnych, ekologicznych, artystycznych, feministycznych, kulturowych. Te ruchy wymuszają na władzach miast dialog. To nie są już bezwolne tłumy zwoływane na tak zwane „konsultacje społeczne” – tę pseudo-partycypacyjną farsę. To już są grupy mieszkańców świadome swoich interesów, jasno formułujące stanowiska i zdeterminowane, by konsekwentnie pilnować ich respektowania.
Drugim zjawiskiem wychodzącym na przeciw oddolnej miejskiej rewolucji jest fundamentalna zmiana koncepcyjna zarządzania miastami (i w ogóle – zarządzania publicznego). Do końca lat 70-tych XX wieku weberowska biurokracja wydawała się nowoczesnym i sprawnym sposobem zarządzania miastami. Kiedy okazało się, że miasta zarządzanie przez coraz liczniejsze armie urzędników funkcjonują coraz gorzej, zaczęto gorączkowo szukać lekarstwa. 
Zmianą na lepsze wydawała się wprowadzona w latach 80-tych, najpierw w USA, a potem także w Europie – koncepcja New Public Management – „biznesowego” zarządzania miastami na wzór firm, z nastawieniem na opłacalność i wydajność. Ale miasto to nie firma. Nie chodzi w nim o wydajność i zysk, ale o szanse indywidualnego rozwoju ludzi. Po dwudziestu latach koncepcja  
Good Governance w praktyce, projekt Restart 2012
www.restart.org.pl

New Public Magnagement upadła. Ostatnie lata przynoszą nową koncepcję zarządzania publicznego, nazywaną Good Governance. To zarządzanie nastawione na uczestnictwo mieszkańców w decyzjach, respektowanie praw każdego, równość szans, przejrzystość procedur decyzyjnych, debatę obywatelską nad ważnymi sprawami i oddolne kształtowanie istotnych polityk miejskich. Właśnie takiego zarządzania miastami domagają się nowe ruchy miejskie: mamy wszak PRAWO DO MIASTA
tekst Wojtka Kłosowskiego z zielonewiadomosci.pl